• Wpisów:113
  • Średnio co: 24 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 22:57
  • Licznik odwiedzin:29 210 / 2767 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kiedy podniosła oczy zauważyła, że się w nią wpatruje. Gdy ich wzrok się spotkał, wszystko jakby ucichło. Podobało jej się to spojrzenie - delikatne, ale badawcze, jak gdyby chciał poznać ją lepiej, studiując jej twarz.
 

 
Adnotacja: Mówiłam wam o niespodziance, no to macie I taka UWAGA: Historia przedstawiona poniżej opowiada o wydarzeniach z Grudnia 2010 (2 lata przed aktualnymi/bieżącymi wydarzeniami) i tak odrazu zaznaczam, nie musicie czytać jeśli nie chcecie. To mój prezent gwiazdkowy dla was C:







Lubicie bajki? Są one przecież nieodłącznym elementem dzieciństwa, ale nie tylko. Życie naszej elity mogłabym właśnie porównać do takiej prawdziwej bajki, ale wcale nie mówiłam ,że jest ona kolorowa i słodka. Wręcz przeciwnie- wszystko nasiąknięte jest kłamstwami i nieczystymi zagrywkami. Ale za to ich kochamy, prawda ?

Święta to czas na pojednanie z rodziną, nikt wtedy nie powinien być sam. Nawet najbardziej egoistyczni ludzie na tym świecie. Sądzę jednak ,że są oni samotni z wyboru. Nadzwyczajniej na świecie nie potrafią przyznać ,że potrzebują tej bliskości, owdziewają maskę złudzeń i sami żyją w tym kłamstwie.

Londyn wygląda olśniewająco. Wszędzie lampki, bombki i inne dekoracje przypominające Ci na każdym kroku o Wigilii. To właśnie kocham w Londynie- oddaje on idealny kształt Świąt. Niestety niektórzy są tak zaślepieni ,że nie zauważają nawet jak piękny jest okres Bożonarodzeniowy. Obojętnie przechodzą obok wystaw, zagłuszają myślami piosenki gwiazdkowe, bo po co komu to?




Julie Marvel wraz z Dziadkami oglądają pewnie w teatrze Globe operetkę, by jutro zasiąść do stołu z Barackiem Obamą. To dość normalne. Nie jedzą kolacji wigilijnej w domu, nawet go nie dekorują. Wystarczy im pójść do kogoś równie ważnego jak oni sami.

Paynowie wyjechali w Alpy do swojego górskiego domku, chcąc poczuć lepszy klimat z całą rodziną. Na prawdę wyglądali jak kochająca się rodzina, w porównania do Marvelów mają przejawy człowieczeństwa nawet pare dni w roku.

Stylesowie wybrali Święta na wyspach Barbados- cóż, może nie najbardziej trafione miejsce, ale skoro ma się pieniądze to czemu nie? Ich kolacje Wigilijne skupiały się jedynie na nowych inwestycjach, planach na następny rok i chwaleniu poczynań Harrego, który mimo iż nie miał najlepszych stopni błyskał inteligencją i co najważniejsze wśród elity - totalną nieczułością. Jego rodzinie jak najbardziej to imponowało, chore czyż nie? Ale tacy właśnie oni są, zakochani w pieniądzach i czubkach własnych nosów.

Joe i Niall jak zwykle święta spędzają w swoim gronie, ale to im nie przeszkadza. Wspólnie zjedzą Pudding z przeceny w Tesco i obejrzą Kevina, który chcąc nie chcąc jest tradycją niemal każdej nudnej rodziny.

A Salvadorowie? Cóż oni mogą poczynać w Święta? Ojciec wtedy jeszcze blondynki wysłał im jedynie tanią pocztówkę z Norwegii. Obydwie damy skazane były więc na przylot do babci Charlie - pani Ginger Marshallow, od której nazwiska nazwano market w Ameryce. Była i jest współwłaścicielem prawie każdej fundacji w Nowym Yorku. Charlie uwielbiała swoją babcię, nie tylko z powodu 9 cyfr na koncie.



Spakowana czekała tylko na taksówkę, bowiem szoferowi i reszcie załogi wyjątkowo dała wolne. Pani Salvadore była już u swojej matki, razem z resztą rodziny, brakowało więc tylko naszej kochanej Charlie. A co było powodem do przylotu dzień później? Randka z przystojnym Tylerem, która skończyła się katastrofą bo chłopak miał jedynie 7 cyfr na koncie powierniczym, a to nie satysfakcjonowało dziewczyny. Mówiłam- zepsuta dziewczynka. Nie żeby coś, ale jej jedynym szczytnym celem było podarowanie funta przechodniowi. Tak wiem, hojna jest.

Ubrana w jasny sweterek i wyjątkowo czarne rurki zamiast spódniczki siedzi gotowa na taksówkarza, który zawiózłby ją na lotnisko. W lutym 2011, skończy 17 lat, co tak właściwie nie wprowadzi w jej życie nic nowego. Nadal będzie sączyła drinki, nadal będzie chodziła do Colyton Grammar School. Nic się nie zmieni. Być może zwiększy się jedynie jej egoistyczna dusza. Albo złagodnieje, ale nie wierzmy w cuda.

Powoli kroczy lotniskiem Strass Airport i nie zwracając uwagi na innych ciągnie swoją dość dużą walizkę patrząc na czubki swoich skórzanych kozaczków od Very Wang.

'Wszystkie loty w dniu 24 Grudnia zostają odwołane z powodu zamieci śnieżnych ,aż do odwołania. Przepraszamy za problemy i życzymy wesołych świąt"W tle lotniska informacja zostaje powtórzona dwa razy, najpierw po angielsku, następnie po niemiecku. Charlie ma ogromną ochotę rzucić torebką, jednak jest ona za droga jak na kontakt z brudną podłogą. Zapowiadają się więc święta bez rodziny. Równie dobrze mogłaby w ogóle nie obchodzić świąt. I właśnie tak najprawdopodobniej zrobi.

Wraca do domu cała nabuzowana wysyłając jedynie matce esemesa z informacją, którą usłyszała na lotnisku. Rzecz jasna oprócz wesołych świąt, dla niej na pewno nie będą wesołe.

Mieszkanie wygląda teraz zupełnie pusto jak na Boże Narodzenie, nie ma ani jednej lampki, bombki, nic. Jedynie na kominku stoi kula ze sztucznym śniegiem do potrząsania, na którą i tak nikt nigdy nie zwraca uwagi. Zupełnie niepotrzebny gadżet.



Wyobrażacie sobie Święta, bez Świąt? Że siedzicie sobie i robicie to co zwykle, jakby Bożego Narodzenia nie było? Charlie właśnie tak się teraz zachowuje. Ubrana w wygodny dres leży na łóżku czytając "We Say Yolo"*. Tę książkę czytała tysiące razy, więc połowę scen zna po prostu na pamięć. Czasem od niechcenia przygryza rogaliki. Nie będzie obchodzić tych głupich świąt, bo po co? Nie złoży nawet życzeń przyjaciołom, bo po co? Jutrzejszy dzień spędzi jak każdy inny w towarzystwie książek, muzyki Maroona 5 i zapachowych świeczek. Albo świeczki sobie odpuści.


Czytanie jednak jej się znudziło, więc obecnie nie ma co robić. Szybko wchodzi na twittera, gdzie w trendsach znajdują się same świąteczne słowa. Od tego można zwymiotować, myśli i przechodzi w reakcje. Nic wartego uwagi. Kolejno odwiedza profile przyjaciół, nuda, nuda, nuda.. Zrezygnowana odkłada laptopa na dębowy stoliczek i kładzie się na plecach tępo patrząc w sufit. Pierwszy raz odczuwa taką pustkę, zazwyczaj dzień spędza z Sofią, jej najlepszą przyjaciółką. Chociaż samotność również lubi i naprawdę dobrze się z nią czuje.

Głośno wzdycha i podchodzi do jasnoniebieskiej szafy stojącej pod oknem, następnie odsuwając szufladę zaczyna grzebać w jej zawartości. Ma nadzieje ,że znajdzie cokolwiek co ją zainteresuje. Natrafia na film sprzed trzech lat, gdy go kręciła miała zaledwie trzynaście lat. Chociaż jak na tak młody wiek jej kieszonkowe zawierało sześć cyfr, mówię poważnie.

Otwiera czarne pudełeczko od płyty z napisem 'Funny od Die' i wkłada płytę do DVD w salonie. Usadawia się na wygodnej kremowej kanapie, której nigdy nie lubiła z niewiadomych powodów i pilotem odpala pierwsze nagranie. , 12 kwietnia 2007 rok.





-Dalej Charls pokaż swoją buźkę!- chłopiec odzywa się roześmianym głosem. Blondynka wiruje w zwiewnej białej sukience na stoliku do kawy w mieszkaniu Tomlinsonów i wysyła buziaka do kamery. Cały czas się śmieje pokazując swoje białe uzębienie i wtedy jeszcze przerwę między zębami, której dzięki aparatowi się pozbyła. Na nogach ma małe baletki Armani ,a w prawej ręce wino Chavel Blanc.

- Louisie Tomlinsonie, muah! Kocham Cię !- piszczy odkładając kamerę chłopaka na szafkę. Ujmuje jego twarz w dłonie i delikatnie całuje. Chwilę potem oboje wybuchają głośnym śmiechem.


Na twarzy Charlie maluje się smutek. Nadal jest jednak obojętna wszystkiemu. Te wspomnienia są miłe, ale już długo o nim nie wspominała. Stanowczo za długo. Po prostu trego nie lubiła, nie lubiła wspominać o kimś, kogo już nie ma. To jak wspominanie o tym jak się było dziewicą, kiedy ma się dzieci. Bez sensu. Wkłada kolejną płytę. 25 Grudnia 2007 rok.




Oboje ubrani w mikołajkowe czapki skaczą po kanapie. Znowu są rozbawieni i pełni energii. Louis zabiera czapkę Charlie i rozpoczyna się pogoń. Biegają w około salonu piszcząc i śmiejąc się w najlepsze.

- Oddawaj!- krzyczy rozbawiona Salvadore próbując dogonić chłopaka, aż w końcu oboje wpadają na ogromną choinkę i przewracają się razem z nią. Słychać tłuczenie się bombek.

- Ups..- mówią w tym samym czasie, ale po chwili znów wybuchają śmiechem. Próbują ustawić choinkę do tego samego stanu co wcześniej, ale marnie im o wychodzi. Zrezygnowani biorą kamerę i dokładnie pokazują co zrobili z wielką choinką Tomlinsonów.

- Kupi się nową- szepcze Louis.


Maleńka łza spływa po porcelanowym policzku blondynki. Szybko wyłącza film i wchodzi do sypialni gdzie przygotowuje rzeczy do kąpieli i głośno włącza radio. Leży w wannie głęboko wdychając, a co leci w radiu? All i want for Christmas, którą Louis wielokrotnie śpiewał Charlie każdego gwiazdkowego wieczoru. Zrezygnowana wychodzi z wody i owija się ręcznikiem. Jutro Święta- 25 Grudnia**, a ona spędzi je sama w towarzystwie czubka swojego nosa. Nigdy jej to nie przeszkadzało, ale właśnie zaczyna. Rozczesuje dokładnie swoje złociste włosy ,a ręcznik zamienia na czerwony jedwabny szlafrok z monogramem. Ważne ,że ciepły. Na nogi nakłada ciepłe bawełniane skarpetki i człapie do sypialni. Nie chce jeszcze spać, musi wykombinować sobie inne, ciekawsze zajęcie.

Znowu podchodzi do szafki i zagląda do środka. Dotyka luźno ułożonych fotografii, pamiątek i pocztówek. Znajduje pęczek związanych listów. Wszystkie zaadresowane do Świętego Mikołaja. Siada na łóżko odwiązując kokardkę i uwalnia listy. Każdy starannie wykonany, każdy inny i niepowtarzalny. Wyjmuje list z 2009 roku i delikatnie trzymając zaczyna czytać unosząc kąciki ust.



Drogi Mikołaju,

Na święta tego roku naprawdę fajnie by było gdybyś mógł mi zostawić miłego, urokliwego chłopca pod choinką. Myślę ,że następny rok byłby z nim o wiele lepszy. Zabrałeś Louisa, więc daj mi kogoś, kto mnie nigdy nie opuści. Wiem ,że samolubne ,ale taka właśnie jestem.

Merry Christmas!

Za nic nie wierzyła w świętego mikołaja, ale pisanie listów było jej małym sekretem. Miała nadzieję ,że to o co poprosi jej się spełni. Nie musiała przecież domagać się rzeczy materialnych bo takowe ma na wyciągnięcie ręki. Chodziło bardziej o coś czego jej brakowało, coś czego mogła pozazdrościć niejednej dziewczynie- szczęścia. Zwija z powrotem listy i wkłada tam gdzie leżały wcześniej. W tym roku nie napisała żadnego listu i nie napisze. To nie ma sensu. Nigdy nie dostaje tego o co prosi.

Odkłada listy na szafkę nocną i podchodzi do okna. Właściwie nic wartego uwagi. O tej porze niemalże jest pusto, a świąteczne ozdoby przysłaniają widok wszystkiemu innemu. Skupiają uwagę każdego, nawet Charlie. Patrzy na wszystko z wymuszonym niesmakiem, a po chwili odchodzi by usiąść na łóżko i cicho westchnąć. Robi jej się zimno, ale nie umie ustawić temperatury- zwykle robiła to za nią pokojówka. Wchodzi do ogromnej garderoby i otwiera jedną z dużych, starych szaf pomalowanych na blado zielono. Wyjmuje gruby sweter i szare, ciepłe dresy. Założyłaby jeszcze czapkę, ale to by było dziwne. W lustrze stojącym pod jedną ze ścian widzi szczupłą, śliczną dziewczynę, która jest niezadowolona i .. samotna.



Nie ma nawet ochoty zaparzać herbaty, chociaż nadal męczy ją bezsenność. Przechadza się po całym domu, który wygląda jak duże muzeum, muzeum, w którym drogie, stare meble połączyli z innowacyjnym stylem. Beżowa kuchnia z marmurowym blatem i lodówką mogącą pomieścić dorosłego słonia. Jadalnia z czerwonymi ścianami i ciemnym czarnym stołem, przy którym stoją osiemnastowieczne krzesła, a z sufity zwisa śliczny kryształowy żyrandol. Salon połączony z salą bankietową wielkości małej sali gimnastycznej urządzony w blado orzechowych kolorach z dodatkami mięty i kremowymi kanapami. Schludne pokoiki służek, w których nawet i one mogły poczuć się luksusowo. Trzy duże sypialnie, każda w innym, eleganckim stylu, a wreszcie jej kompleks składający się z sypialni, łazienki, garderoby i poddasza, które jak na razie nie ma zastosowania. Cały dom był teraz opustoszały i ciemny, tylko Charlie dreptała od kąta do kąta próbując znaleźć swoje miejsce. Niestety nie szło jej to za dobrze i już chwilę potem leży w swoim pokoju przytulając wyszywaną ręcznie poduszkę przesiąkniętą miodowym zapachem.

Znużona zasypia na łóżku i pogrąża się w naprawdę dziwnym śnie.

Błądzi gdzieś w średniowiecznej sukni po ciemnym korytarzu. Ma loki ozdobione wstążkami, srebrną kolię, a niebieska ogromna suknia idealnie pasuje do jej sylwetki. U dołu marszczenia, w tali mocne wcięcie i ten klasyczny XVIII wieczny wzór na gorsecie. Ramiona przykrywają ciemno morskie bufki ,a na nogach ma atramentowe szpilki z błyszczącymi zapięciami po bokach. W ręku trzyma zegarek.



Nigdzie nie ma okien, nigdzie nie ma drzwi. Panele skrzypią od jej kroków, jest przerażona i zafascynowana. Dźwięk ruszania się wskazówek w zegarku jest dość głośny i bardzo rytmiczny. Nie da się odróżnić czy tak bije jej serce czy to odgłosy zegarka. W podłodze robi się wielka jasna dziura, do której wpada. Wiruje w nicości wołając o pomoc. Ale nie ma nikogo, ani jednej osoby. Upada na podłogę, teraz uprana jest w czerwoną koktajlową sukienkę i czarne botki. Włosy zakrywa czarny kapelusz.

Dookoła niej porozstawiane są meble, ma Deja Vu. Przecież to salon Tomlinsonów. Patrzy w odbicie i widzi siebie jako jedenastolatkę Słyszy głos Louisa, ale nie wie co mówi. Znowu widzi przed sobą inny krajobraz. Teraz znajduje się w letnim Paryżu. Na sobie ma białą zwiewną sukienkę. Ma dziewięć lat. Ktoś łapie ją za rękę. To Julie, miła Julie. Obok Stoi Louis, ale Marvel znika, zostają sami z Louisem. To wszystko robi się strasznie dziwne. Znowu zmienia kreacje. Ma na sobie kraciastą sukienkę, Tomlinson pozostaje bez zmian. Z przerażeniem budzi się z tego snu. Był naprawdę taki realny..



Kiedyś kochała święta i tę całą atmosferę. Kochała święta bo Louis je kochał, a teraz nie miało to znaczenia. Nie było jego, nie było świąt. Od jego śmierci minęło już sporo i przystosowała sie do życia bez niego. Przestała go kochać, chociaż nadal wspominała o nim jako o miłości młodzieńczych lat. Niedawno przestała nawet o nim myśleć tylko tego dnia wszystko jej się przypominało i dlatego tak bardzo nie lubiła tegorocznych świąt. Dzisiaj kończyłby 16 urodziny. Dwa miesiące potem Charlie kończy siedemnaście lat. Święta są głupie- myśli sobie i przyciska głowę do poduszki.

Mija noc, ale wspomnienia nie mijają.

Promyki wpadające do jej sypialni drażnią jej twarz. Niechętnie wstaje i zaparza herbatę. Ma ogromne doły pod oczami i roztrzepane włosy. Wygląda jak te kobiety, które porodziły dziesięcioro dzieci i muszą ciągle sprzątać. Krzywi się siadając na przy blacie i włącza radio.

- Witam was w tym specjalnym dniu, życzę wam pogodnych świąt w gronie najbliższych ,a teraz zgodnie z prośbą Catelyn z Manchesteru 'Tę piosenkę dedykują mojemu kochanemu chłopakowi Brayanie' posłuchajmy więc- All I want for Christmas -odzywa się przemiły mężczyzna ,a chwilę później z urządzenia lecą pierwsze dźwięki piosenki. Tej wyjątkowej piosenki. Charlie wsłuchuje się w melodie i czuje jak serce przyjaźnie bije. Ona ma serce? Widoczniej ma i wcale nie wygląda ono na zimne. Ale przecież ona nie lubi świąt, nie będzie ich spędzać.



Nie, tak nie będzie. Właśnie ,że spędzi święta. Właśnie ,że może. Szybko się ubiera w czarne rurki i brązowy sweter, narzuca szalik i orzechowy płaszcz po czym wręcz wybiega z mieszkania nie zważając uwagi ,że właśnie stoi na jednej z najbogatszych ulic Londynu w samych kapciach Myszki Mickey. Ale gdzie iść? Co kupić? Taksówką jedzie do sklepu z dekoracjami,który na szczęście jest dzisiaj otwarty jeszcze do 12. Kupuje pare pudełek bombek, łańcuchów, skarpetki i lampki. Wszystkiego po trochu. Będzie tak jak w Święta być powinno. Nie zapomina nawet o papierze do prezentów. A choinka? Gdzie kupi choinkę? Z pełnymi torbami wraca do domu i nagle ją oświeca! Róg Brampton, tam na pewno sprzedają jeszcze choinki. Odkłada do domu zakupy, zmienia obuwie na kozaki i jak poparzona biegnie na Brampton. Mija śpieszących się do domu ludzi, śmiejące się dzieci. Nie zważa nawet na to jak wygląda czy jak pachnie, a dzisiaj nie użyła nawet mililitra Chanel no.5 ,nawet grama szminki, nawet ciupki tuszu do rzęs. A grzebień? Nie, dzisiaj nawet się nie uczesała. W ciągu 20 minut dociera do rogu Brampton Park. Tak myślała, są. Kupuje tę najładniejszą i prosi młodego chłopaka o pomoc. Tak, PROSI.

Na zegarze wybija 9 rano, jeszcze ma czas. Dzwoni po kolejną taksówkę i jedzie do wielkiego marketu gdzie kupuje pełne siatki jedzenia, kasztany,warzywa, owoce, wszystko. Dociera nawet do sklepu z zabawkami ToyrUs ,gdzie również kupuje pełne torby. Wydaje dość sporą sumę pieniędzy. Ale skoro ma, to co jej szkodzi?

Kuchnia jest cała obsypana mąką. W piekarniku piecze się indyk, w drugim ciastka,które ma zamiar polukrować ,a na blacie wyrabia pudding. Teraz kroi warzywa i sprząta po kasztanach, którymi nadziała indyka. Wszystko gotowe, wszystko przyrządziła sama. Nie sądziłam ,że wie jak obsłużyć ekspres do kawy ,a tu proszę cały świąteczny obiad i deser. Obsmarowana na twarzy jedzeniem uśmiecha się do swojego odbicia w lustrze salonu i wbiega do łazienki by wreszcie doprowadzić się do stanu używalności.



Spina włosy w luźnego koczka i obwiązuje je czerwoną kokardką, nakłada wygodny wzorzysty sweter i atramentowe leginsy, na nogach białe grube skarpetki i skórzane trapery. Wygląda skromnie, jak na nią. Gdyby nie fakt ,że sweterek kosztował 300 funtów, wyglądała by na prawdę skromnie. Uśmiecha się do siebie i dekoruje stół oraz całą resztę domu. Teraz wygląda tutaj bajecznie.

A kto ją odwiedza? No kto? Na świąteczną obiadokolację zaprosiła pobliski sierociniec prowadzony przez siostry zakonne, dzieciom podarowała liczne upominki w formie zabawek, a kobietom wręczyła czek na 50 000 tysięcy funtów. Dla niej to zwykłe pieniądze- a dla nich nowe sprzęty dla dzieci.

Zadowolona z dzisiejszego dnia otwiera twittera i dodaje nowego tweeta:

Charlie Salvadore @Charlie_Salvadore

Merry Christmas Everyone xx

Nie pomyślelibyście ,że Charlie zachowywała się tak ładnie? Może wcale nie jest taka zła? A może wszystko co się tutaj wydarzyło, to tylko bajka i tak naprawdę nie istnieje nic takiego jak zmiana dzięki świętom? Kto wie, ale przecież każdy ma prawo do bycia dobrym, nawet ten raz w roku. Nawet jeśli to zwykła bajka, nie bójmy się robić dobrych uczynków. W małych rzeczach tkwi przecież ta cała magia.

~*~





*- pisząc 'We Say Yolo' miałam na myśli internetowe opowiadanie pisane przez dwie dziewczyny : Rybę i Rudą. Wymyśliłam ,że w moim opowiadaniu We Say Yolo jest książką. I tak dla sprostowania, jeśli autorki We Say Yolo to czytają, a nie zgadzają się na to bym użyła tego w powyższym opowiadaniu, niech napiszą ,a wytnę ten kawałek.

**- Anglicy nie obchodzą 24 Grudnia, a jedynie Pierwszy Dzień świąt 25 grudnia, w którym jedzą indyka z kasztanami, pudding i ciasteczka. 26 Grudnia natomiast każdy idzie na zakupy bo są promocje. (xd)



I jak? Zadowolone? Jakie wrażenia? Wpadłam na pomysł napisania bonusa chyba w listopadzie, więc wyobraźcie sobie jak długo piszę ten rozdział. Miałam taki ,a nie inny zamysł. Nikomu nie kazałam tego czytać. I tak od razu, Charlie KOCHAŁA Louisa, ale to się zmieniło. Więc nie myślcie sobie ,że ona nadal jest w nim zakochana czy coś.

Wracając- Potraktujcie sobie to jako prezent Gwiazdkowy od Ms. Hopeless dla was ; )

Z okazji Świąt chciałabym życzyć wam Miłych i pogodnych świąt w gronie rodziny. Spełnienia najskrytszych marzeń i aby każdy dzień zanosił w waszym życiu coś pięknego.



! MERRY CHRISTMAS MY SWEETIES !
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Będę tak długo aż zo­baczę w Twoich źre­nicach szczęście, będę jeśli sam nie odej­dziesz. Będę każdej no­cy i ciężkiego po­ran­ka. Będę jeżeli tyl­ko po­wiesz "chodź tu". Będę kiedy ona Cię za­wie­dzie. Będę na­wet jeśli będziesz w piep­rzo­nej bie­dzie. Będę kiedy ciężko, kiedy trud­no. Będę w każde czte­ry po­ry ro­ku. Będę i na Twoim ślu­bie. Będę pat­rzeć na twe dzieci. Będę na zakręcie, kiedy na liczni­ku dwieście. Bedę w każdy po­nie­działek, tak dla­tego "tak po pros­tu bądz i nie od­chodź". Bo mówiłeś "bądź i nie od­chodź".... Byłabym gdy­by to nie było na ni­by. Byłabym gdy­by to nie było na chwilę. Byłabym gdy­byś pot­rze­bował na zaw­sze. Będę na chwilę, będę na ty­le. Będę aż do­rośniesz. Aż zaczniesz być, a nie by­wać. Po pros­tu będę..
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
kiedyś zrozumiesz, że byłeś dla mnie zbyt ważny. zbyt ważny, abym mogła zostać. wierzę, że nadejdzie dzień kiedy będziesz mi wdzięczny i pojmiesz, że moje odejście było największą deklaracją miłości. tej prawdziwej, gdzie stawiasz szczęście drugiej osoby nad własne.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.